Hagen 2026
Raport mniejszości
Wyprawa zaczyna się w czwartek 6 sierpnia od wyjazdu „szpicy”, która wcześniej podchodzi do bazy i przygotowuje ją na przyjęcie transportu helikopterowego. My ruszamy w klubowym składzie z Aśką dzień później i śpimy w aucie przy lądowisku w Golling. Rano z klubu salzburskiego dojeżdża reszta wyprawowej ekipy i pakujemy do big bagów co się da. Moja pasażerka z satysfakcją przesiada się do helikoptera, a ja z resztą kierowców karnie jadę pod podejście na Hinterbrandt… ale ma to swoje zalety: my podchodzimy na lekko zaliczając aklimatyzację i nie musimy rozkładać bazy. Oczywiście jak przychodzimy na miejsce, to robota jest zrobiona w połowie, ale najgorsze nas ominęło.
Po zeszłorocznych sukcesach spręż jest taki, że już następnego dnia wychodzi ekipa do Jaskini Ciepłej… i utyka w otworze, bo w związku z małą ilością śniegu tej zimy, powstał w nim śnieżno-lodowy korek – ja mam zaszczyt zaniesienia pod otwór kilofka do jego przekopania. Po tym incydencie eksploracja rusza z kopyta.
My dostajemy inny przydział. 10 sierpnia razem z Aśką G. udajemy się do Kitzgraben Schacht na dno w celu podjęcia próby eksploracji i reporęczu. Ci, którzy tam byli, patrzą na nas z politowaniem i proszą, żebyśmy to „zaklipili”. Przezornie, po długim podejściu, nie idziemy na szychtę z marszu, tylko ogarniamy biwak pod Wielką Studnią na -230 m i idziemy spać. Rano zbieramy się niespiesznie i zjeżdżamy w dół „gotowi na najgorsze”. Przygoda polega na tym, że oboje nigdy nie byliśmy w tym ciągu i nie wiemy co nas czeka. Oczywiście są sznurki, jakieś ciasnoty, ale przede wszystkim jak nie znasz dziury, to wszystko się dłuży. Więc jedziemy, jedziemy… O! Trochę to już trwa, jest sala, to odpocznijmy i zróbmy przy okazji zdjęcie. Patrzymy na przekrój, a to dopiero Cicha Sala. Trudno, trzeba jechać dalej. Jedziemy, jedziemy… O! Sala, zdjęcie, odpoczynek… a to dopiero Kolektor! Dalej okazuje się, że nie będzie miejsc na odpoczynek, bo najpierw jest Meander Abaddona, potem Studnia Jubilata, Meander Kaskadowy, Skazani na Shawshank i Studnia Eskapistów – kanał z wodą, ciasnotami i błotem. Ostatecznie lądujemy przy jeziorku na -530 m. Tutaj się ogarniamy i na lekko idziemy zobaczyć „przodek” – uznaliśmy, że jeśli Aśka musi się rozebrać ze sprzętu, to końcowa szczelina nie jest warta ryzyka. Robimy zdjęcie i zaczynamy reporęcz. Ależ to była piękna przygoda. Po walce z worem, ciasnotami, słabością, zwątpieniem i starością docieramy na biwak ledwie żywi. Cieszymy się tylko, że nie musimy tam wracać, bo chwilę potem zaczyna się przybór wody, który na dole podobno „nieźle ryje beret”.
Następnego dnia naszym celem jest poznanie i eksploracja ciągu za Salką z Filarem. Mamy metal, mamy mikser i mamy liny, bo je sobie przynieśliśmy z dna. To też jest dla nas nowy zakątek jaskini, więc zwiedzamy go z atencją. Jest sala, próg, większa sala, próg, jeszcze większa sala – wszystko wygląda super. Z tej sali zjeżdżamy pomniejszą rurą z przewiewem, wchodzimy w zawalisko, sznurek do góry i na jego końcu stajemy jakby na środku zawaliska pod stropem. Śladów mało, wanty pokryte błotem działają jak rozsypane ruchome schody – brak ewidentnej drogi. Po półgodzinie biełgania po tym zawalisku okazało się, że odkrywcom po prostu nie chciało się zaporęczować tego odcinka, „bo przecież jest prosto i szkoda liny”. Może i jest prosto, ale nie jest bezpiecznie. Kolejny raz musimy zużyć sprzęt na dojściu na przodek czyli eksplorację możemy sobie… odłożyć na potem. Cóż, pozostało nam zwiedzanie i dokumentacja obrazowa. Cały ciąg jest bardzo ciekawy i obiecujący, więc chcemy tu wrócić. Rano niespiesznie wychodzimy na świat – zbyt jasny, zbyt szorstki i zbyt suchy.
Po dojściu na bazę liżemy rany i słuchamy, jak puszcza w Jaskini Ciepłej. Nawet nie pytam, czy się załapię na jakąś akcję, bo dopiero stanąłem w kolejce i nie wiem, czy się nadaję. Po tygodniu Aśka G. wraca do Polski, a ja powoli myślę o ciągu za filarem.
Ostatecznie udaje nam się zmontować skład sprzed dwóch lat i na biwak idę z Magdą i Aśką P. 16 sierpnia. Po wejściu i przystosowaniu biwaku dla trzech osób idziemy spać. Następnego dnia, przygotowani merytorycznie i sprzętowo „uderzamy” na pierwszy przodek… i już po 30 metrach zamykamy pętlę między Salą Zawałową a Salą Szałowego Knura. Mając jeszcze sporo czasu sprawdzamy okolice Sali Lejkowej i wybieramy jeden z przodków. Obrywa się on niezbyt obszerną studnią, która za to przechodzi przez poziom błota naszpikowanego przyczajonymi głazami. Niestety z braku liny nie dojechaliśmy do jej końca. Przy okazji eksploracji Studni z Pączkami ponownie obserwujemy przyjazd przyboru – na szczęście z bezpiecznej odległości.
Na drugiej szychcie plan był prosty: idziemy pod koniec ciągu za filarem, pobieramy linę z depozytu i kontynuujemy eksplorację Studni z Pączkami. Wszystko szło dobrze aż do Sali z Siodłem. Za nią, na wejściu w meander Aśka upadła i wybiła sobie bark. Strach zajrzał nam w oczy, ale udało się ten bark nastawić. Po chwili odpoczynku i naradzie uznaliśmy, że możemy iść dalej i zrobić parę zdjęć, ale eksplorację odpuszczamy, żeby już nie kusić losu. Szczęśliwie wracamy na biwak i rano równie szczęśliwie wychodzimy na powierzchnię. Aśka cały czas dzielnie przemieszcza się aż do bazy, właściwie nie dając po sobie znać, że coś się stało. Chyba dopiero na bazie dociera do nas, ile mieliśmy szczęścia, że mamy w zespole taką szwarno dziołcha ze Ślunska.
Tutaj, po dwóch biwakach pozostaje mi już tylko odpoczywać przed zejściem, uzupełniać deficyt kaloryczny i słuchać o tym, jak puszcza w Jaskini Ciepłej, Studni X i innych. W międzyczasie trwają retransporty w Jaskini Ciekawej oraz „inne niezbędne czynności”.
Po dwóch dniach tzw. pierwszy turnus schodzi na dół. Magda schodzi z Aśką i odwozi ją do szpitala w Salzburgu na badania, a ja schodzę z Olą i po odbiorze Aśki ze szpitala (z dobrymi rokowaniami) w trójkę wracamy na łono ojczyzny.
Ku mojemu zaskoczeniu, tegoroczna eksploracja Kitzgraben Schacht stała na uboczu wyprawowej działalności w Hagen. Po nas miał tam miejsce jeszcze tylko jeden biwak. W czasie jednej szychty kierownik z Magdą dokończyli eksplorację Studni z Pączkami. Łącznie skartowano w niej tylko 167 m nowych korytarzy - jaskinia ma 6600 m długości i 570 m głębokości. Za to w J. Ciepłej zmierzono prawie 600 m, dzięki czemu System Ciekawa-Ciepła wreszcie przekroczył 24 km długości. Dzięki powrotowi do Studni X jej długość przekroczyła 750 m, a głębokość – 124 m. Razem na wyprawie skartowano 1245 m korytarzy.
Wyprawa Hagengebirge 2026 miała miejsce w dniach 7–30 sierpnia.
Uczestnicy: Marta Blok (SKTJ), Joanna Gawęska (KKTJ), Łukasz Kupper (SKTJ), Karol Makowski (SKTJ), Florian Małek (KKTJ), Rafał Mateja, Nicolas Neumann, Alina Nikolova, Jakub Nowak (KKTJ), Aleksandra Parczewska (SKTJ), Michał Parczewski (ST), Radosław Paternoga (SKTJ), Joanna Piskorek (RKG Nocek), Magdalena Sitarz (ST), Patrycja Sobolewska (SKTJ), Marek Wierzbowski (UKA – Warszawa) - kierownik, Adam Władziński (SKTJ), Michał Wolter (SKTJ), Paweł Żebrowski (SKTJ).
Zapraszam do galerii, gdzie można też zobaczyć dowody na zmiany klimatu na przykładzie alpejskiego stawu.
23
- Gallery
- Contact
- Komentarze