Działalność krajowa

Speleowczasy 2013
Tomasz Snopkiewicz
/ Kategorie: Wyprawy zagraniczne

Speleowczasy 2013

Węgry - Park Narodowy Aggtelek

    Elektro-WykopKi - Troszkę już zapomniany wyjazd (w końcu odbył się rok temu) - wykopałem go gdzieś z dysku... szkic tekstu, zdjęcia i filmiki... Tegoroczny - miejmy nadzieję, uda się opisać i opublikować już niebawem :)
 


    Kolejny już wyjazd    Wczasowo - Jaskiniowy -
Speleowczasy 2013   
rozpoczął się w środę po pracy (w czwartek... trzeba było sobie wziąć wolne).


30-10-2013

Mieszkaliśmy już tradycyjnie w Jósvafő - jest to miejscowość w parku narodowym Aggtelek.
Nocowaliśmy w "Syfonach". Jest to domek obok wytwórni wód gazowanych i napełniania syfonów. Po przyjechaniu na miejsce w dużych odstępach czasu, zakrólowały karty... Po wyprawie na Kazbeg kupiłem zestaw kart - tam podejrzałem je u Mariusza.
Munchkin Cthulhu - był rozgrywany do 3.30 nad ranem ... :D (chyba więcej komentować nie trzeba)
 

31-10-2013


Image
W czwartek z samego rana - czyli jakoś po 8.00 cześć ekipy wybrała się do Szabadság... Ponieważ tam byłem i zdecydowanie nie spodobała mi się ta jama to tym razem poszedłem powłóczyć się po okolicy. Krzychu Dziedzic też miał plany - Geocaching - poszliśmy szukać skrytek - znaleźliśmy dwie. Pewnie poszukalibyśmy ich więcej, ale wystąpił problem - nie bardzo można było ruszyć samochód - no w końcu do 3 nad ranem graliśmy w karty i popijali nie tylko oranżade.
A, że inni pojechali do jamy - kierowcy pewnie nie spożywali "oranżady"...
Popołudniem już całą grupą wybraliśmy się do jaskini Kossuth... Zabawy na stalowych linkach rozwieszonych tuż pod lustrem wody - chodzenie po wodzie /tylko trzeba uważać gdzie się stawia kroki :). Jak się nie będzie uważać to można się wykąpać.
Niestety do Bejke - najfajniejszej z kąpielowych jaskiń jakie widziałem i którą najlepiej ogląda się w małych dwuosobowych zespołach przeciwnych płci - tym razem nie było dostępu - podwyższone stężenie dwutlenku węgla…
Wieczorkiem jeszcze było poszukiwanie sklepu i bankomatu - bankomat podobno miał być z 60 km dalej... tak nam powiedział miejscowy...
E.. niemożliwe, tu musi być jakaś cywilizacja - swierdziłem...
Moja wiara w nowoczesne wegierskie państwo z bankomatami przekonała Krzycha - no nie tylko to, ale i skrytka po drodze ;-)
W 4 osoby wsiedliśmy do samochodu i w drogę... Krzychu znalazł skrzynkę i wpisał się do logbooka i potoczyliśmy się dalej, już powoli, dostojnie... zwątpienie powoli skradało się do jadącego Volwo... wtem krzyknąłem:
- Stój!
Kryzchu podjechał jeszcze kilka metrów i niespiesznie zatrzymał się - dobrze, że nie było to "stój" z powodu kogoś na drodze ;-)
Zobaczyłem obdartą tablicę z magicznymi literkami ATM i jakimś niezrozumianym kodem literowym pod spodem. Tabliczka miała wklejoną strzałkę pokazującą w boczną - niczym nie oświetloną alejkę - mniej więcej można było to zinterpretować : porzućcie wszelką nadzieję ci co tutaj wchodzicie :) ale o dziwo za jakieś 100 metrów w domku /banku/ był całodobowy bankomat - nikt z obecnych nie odważył się go nakarmić - ja tylko miałem ten szalony pomysł - zjadł kartę wydał pieniążki i wyrzygał kartę - wszystko OK. :). Ale wiele pewności nie miałem powierzając szczelince mój plastik. Bankomat był oddalony od bazy o 17 km.
Popołudniem przyjechał Jogurt z rodziną /łącznie z małym dzieckiem/
Jeszcze wszyscy mieliśmy zamówione jedzonko - dziczyznę :)
Jedzonko było pyszne - mniam..., mniam..., mniam...

 

01-11-2013

 

Piątek- święto wydrążonej, podświetlonej dyni - Wstaliśmy jakoś wcześniej - wieczorna imprezka była jakoś krótsza - kłaniało się niewyspanie po poprzednim wieczorze.
Całą zgrają podeszliśmy pod Meteor'a... no może jedna osoba podjechała wózkiem, na rękach i plecach :)
Tam strategiczna kłótnia gdzie kto idzie... Po chwili jakoś udało się na podzielić na dwie nierówne "połowy" :D.
Poszedłem do Almási - zsomboly - pionowa jaskinia przy granicy ze Słowacją. Po przejściu przez pole lejków krasowych (dość duże leje tak o średnicy 100 i więcej metrów) dotarliśmy do granicy. Otwór jaskini leży około...hmmmm ...3 metrów od linii granicy!
Borowik poręczowa jaskinię i następnie wchodziła Halinka (osoba towarzysząca o niewielkim stażu jaskiniowym). A potem dalej inni. Ja nie pchałem się - czekałem sobie - wyszedłem z założenia, że lepiej siedzieć na świecie niż wisieć w korku na linie.
Jakoś usiadłem i zasnąłem sobie... Siedząc.
Jeszcze Kukuł był na powierzchni gdy przyszła Kaja.
- wychodzicie już? - zadała - w jej mniemaniu- retoryczne pytanie.
- chmmmmm... Chyba jeszcze nie - odpowiedziałem uśmiechając się.
- Przepinkę niżej dopiero wisi przedostatni wchodzący, czekamy jak się troche rozluźni...
Teraz nastąpiła wymiana zdań z dużą ilością niedowierzania, Kaja myślała, że ją "wkręcamy". Kukuł nie był przebrany - co mogło sugerować, że już wyszedł. Ale wyjaśniło się, że jednak nie weszliśmy jeszcze.
Jako, że szło jak szło - krzyknęliśmy do dziury.
- My nie wchodzimy...
Dziura odpowiedziała:
- OK.!

 

Image

Poszliśmy do 404 - Kopaszgally-oldali - fajna jama czasem nieco ciasna, ale bardzo atrakcyjna ma kilka wiszących drabinek. W tym jedną w sumie wiszącą w lufie o długości 10 - 15m.
Dla mnie fajna zabawa, ale Sylwia (osoba towarzysząca jednemu z grotolazów) miała pewne opory z pokonaniem tego wynalazku - dzielnie się spisała i pokonała tą drabinkę w obu kierunkach. Widać było walkę, można było także usłyszeć głębsze oddechy i zobaczyć białe kłykcie od kurczowego trzymania się szczebli :) Ale należy tutaj ją pochwalić - przełamała opory i zeszła pomimo ciasnot ... /wróć... jej to nie dotyczyło - ciasnoty pokonywała na stojąco ;-) / na dno.
Widać że jeszcze miejscowi koledzy po fachu działają w tej jamie - od wejścia na przodek biegnie gruby przewód zasilający /tak na oko 3x2,5mm/ obok biegnie cieńszy przewód telefoniczny. Przy tej ruchomej drabince zaczyna iść rura spiro i jest miejsce na umieszczenie wentylatora nadmuchu. Rura dochodzi do przodka (-116m). Ciekawe jak by odpowiedział TPN na prośbę o takie roboty w dowolnej jamie - a tutaj w Aggteleki Nemzeti Park pomimo Narodowego Parku i patronatu UNESCO - da się...no cóż co kraj to obyczaj...
Także bardzo jest fajna sprawa - Park Narodowy jest po to żeby udostępniać (nawet obcokrajowcom) obiekty do zwiedzania...
Image

Jako że, nie byliśmy w Meteorze po wyjściu wraz z Kukułem poszliśmy pod Meteora z nadzieją, że może jeszcze nie weszli, lub nie zamknęli klapy - udało się - tak się zgraliśmy, że podeszliśmy pod dziurę z jednym czasie.
Weszliśmy prawie wszyscy - Krzychu Dziedzic pozostał na powierzchni.
Piękna jama - zaraz po pokonaniu zawaliska... i pochylni... i jeszcze kawałka... i kilku zamocowanych na stałe drabin... i jednego stalowego podestu... dociera się do rozległej naciekowej sali. Trudno ją opisać - coś niespotykanego w naszych warunkach - chodzi się pomiędzy stalaktytami ...
Wyszliśmy z jamy jak były już dobrze widoczne gwiazdy...
Tym razem następna gra karciana - Sabotażysta - krótsze rozgrywki, ale też masa śmiechu.

 

 

02-11-2013

Image

Następny dzień to wizyta z jaskini pokopalnianej - Rákóczi no może uściślę była kopalnia bo się opłacało, potem mniej się opłacało, aż się przestało opłacać i kopalnia przestała być ;-) ale zostały korytarze... jeden z nich doprowadza do naturalnej jaskini...
Tam byliśmy prowadzeni przez przewodnika - oczywiście nic nie rozumieliśmy - ale jak gasło światło to znaczy, że trzeba iść dalej.
Tutaj też musieliśmy się podzielić na 2 grupy - jedyna jama gdzie nas oprowadzano.
Później pojechaliśmy robić PROBE w dolinie pięknych pań (Dolina Szépasszony) w Egerze …. Proby wyszły dość dobrze - choć znacznie gorzej niż w latach ubiegłych - coraz więcej piwniczek zrobionych w charakterze małych pijalni wina, wcześniej były po prostu małe piwniczki gdzie można było dotknąć beczki z winem - teraz robi się to na zapleczu ...zniknął ten magiczny klimat.
Po powrocie nastąpiła degustacja przywiezionych trunków.

 

 

03-11-2013


Niedziela zaczynała się trudnościami - trzeba było wstać - ale kierowniczka Kaja pilnowała żeby nie było opóźnień i weszliśmy do Baradli około 9. Przechodząc przez trasę turystyczną poruszaliśmy się we wnętrzach. Tradycyjne zdjęcie na scenie, potem wzdłuż zakręconego zaworem Styksu i dalej w CIEMNOŚĆ... Doszliśmy do rozgałęzienia i po przebraniu poszliśmy do partii rzodkiewki. A później Sala Tytanów i wyjście... i powrót do kraju...

 

 

Image
Image
Image

Print
759 Rate this article:
Brak ocen
Tomasz Snopkiewicz

Tomasz SnopkiewiczTomasz Snopkiewicz

Other posts by Tomasz Snopkiewicz
Contact author

Leave a comment

This form collects your name, email, IP address and content so that we can keep track of the comments placed on the website. For more info check our Privacy Policy and Terms Of Use where you will get more info on where, how and why we store your data.
Dodaj komentarz

Please solve captcha
x