Polska

Ratować czy nie ratować… oto jest pytanie?
Tomasz Snopkiewicz

Ratować czy nie ratować… oto jest pytanie?

czyli słów kilka o upadku człowieczeństwa...

Poruszyły mnie komentarze po ostatnim zdarzeniu w Tatrach. Podobne pojawiły się wcześniej podczas zasypania lawiną… Komentarze te popchnęły mnie do napisania krótkiego tekstu.

 

Patrząc na komentarze pod artykułami o tych zdarzeniach na stronach głównych portali informacyjnych można zauważyć powtarzające się pytania/oświadczenia. Większość z nich charakteryzuje Polskie społeczeństwo jako społeczeństwo oparte…  ujmijmy to delikatnie … na oszczędności pieniędzy.

Po co szli w góry?, po co szli do jaskiń?

Po co ??

Kto za to będzie płacił !! ?? – ja się nie zgadam, nie z moich podatków!

 

Inni (w mniejszości) widzieli narażanie ratowników:

Teraz musi narażać się TOPR.

 

A tylko w ilości śladowej(!)

trzymam za nich kciuki. Niech wrócą bezpiecznie do rodzin.

 

Widać jak Polacy – niegdyś naród współczujący i chętny do niesienia pomocy - ulegli transformacji.

 

Można tu zauważyć pewną hipokryzję – masowo wspiera się szpitale i inne ośrodki lecznicze (podczas corocznej ogólnopolskiej zrzuty pomocowej), lecz indywidualne zdarzenie jest nieakceptowane…  

Dlaczego nie są ubezpieczeni? – też wystękuje takie pytanie.

Zapewniam, większość Taterników jaskiniowych jest ubezpieczona (szczególnie Ci co jeżdżą na wyprawy i to z akcją ratunkową z użyciem śmigłowca - głównie występują dwaj ubezpieczyciele jeden Polski i jeden Austriacki). Nasz system ratunkowy nie przewiduje pobierania opłat od poszkodowanego.

Czy jest to złe rozwiązanie?

Nie mi o tym decydować – niech każdy czytający wyciągnie wnioski samodzielnie.

Ile było akcji ratowniczych w ciągu 10 lat pomagającym grotołazom?

 

Ile było akcji ratowniczych lub prewencyjnych podczas jednego dnia wakacji pomagającym tonącym? Ile kosztuje utrzymanie WOPR?

Może także trzeba obciążać uratowanego kosztami akcji wyciągnięcia z wody?

 

Można popatrzeć także na narciarzy (część jest ubezpieczona – ale to i tak nie ma wpływu na budżet służb ratunkowych w Polsce, ubezpieczenie działa za granicą, a w kraju tylko jako OC). Może należy to zmienić: po zwiezieniu ze stoku niech płaci?

Mogę wymienić inne aktywności: turystyka górska, wspinanie, nurkowanie … i wiele innych.

A także dlaczego opłacać ratowanie życia otyłym z własnej woli (z wykluczeniem tych dotkniętych przez los) – niech płacą dodatkowe ubezpieczenie, lub płacą za leczenie – wiadomo, że brak ruchu powoduje różnego rodzaju dysfunkcje organizmu.

Dochodzimy do absurdu – wszystkie akcje ratunkowe powinny być płatne.

Czyli jeżeli jesteś: grotołazem, rowerzystą, poruszasz się na deskorolce, chodzisz w góry, wspinasz się, jeździsz na nartach lub snowboardzie, kąpiesz się w jeziorze czy rzece lub pływasz, jesteś otyły, biegasz w maratonach… gdy Ci się coś stanie – narażasz się na zdecydowaną(!) niechęć (a może nienawiść)… rodaków.  

 

Można by tu zakończyć, lecz komentarze nasuwają jeszcze jeden aspekt – syndrom eksperta.

Dlaczego ich zostawili? Jak Tak mogli? 

Nie mi oceniać, lecz uważam, że podjęcie takiej decyzji przez dowolny zespół, czy pojedynczego człowieka jest jedną z najtrudniejszych decyzji. I nawet najlepszy i najbardziej doświadczony grotołaz, ratownik jaskiniowy nie znając wszystkich uwarunkowań decyzji nie powinien się wypowiadać czy ktoś postąpił prawidłowo… niestety każdy z Polaków jest najlepszym specjalistą w dowolnej dziedzinie i zawsze wie jak należało postąpić najlepiej…  

A może zwyczajnie: nie zostali pozostawieni tylko części udało się wycofać, reszcie ekipy przyroda już nie pozwoliła… ? A może… jest bardzo wiele możliwości…

Podobnie jest na lawinisku – straszny dylemat – gdy występuje problem z łącznością i nie można zawiadomić służb ratunkowych. Kto ma iść po pomoc ?– powinien iść najsprawniejszy – żeby szybko dotrzeć do służb i być może będzie musiał wrócić ze służbami by pokazać miejsce wypadku… lecz wysyłając najlepszych po pomoc osłabiamy ekipę przeszukującą (w poszukiwaniach partnerskich) lawinisko…

Dużo bardziej uwypuklone jest to w górach wysokich (lub nawet jest to trochę inny aspekt)… czy zostawić partnera i iść po pomoc/ratować własne życie …

 

Tylko głupcy chodzą po jaskiniach – ten komentarz jest wspaniały! :)

W naszym klubie większość członków ma tytuł magistra lub doktora (kilkoro pisze doktoraty) – średnia z tytułów wypada powyżej magistra. Jest osoba która obroniła doktorat między innymi z wykorzystaniem danych z jaskiń.

 

Każdy z nas jest silnym indywidualistą, lecz działamy jako zespół … nie jest to możliwe do wytłumaczenia – to trzeba czuć, trzeba być grotołazem, lub szerzej: człowiekiem gór.

Nikt nikogo nie zostawia… chyba, że musi… (np. iść po pomoc) i jest to straszna decyzja.

Nadmienić warto jeszcze, że jesteśmy w ścisłej czołówce pod względem wyszkolenia grotołazów w skali świata. Każdy kto ma kartę taternika jaskiniowego przeszedł dość długie specjalistyczne szkolenie. Oczywiście nie dotyczy to przypadkowych ludzi odwiedzających jaskinie.

 

Taternik jaskiniowy – choć poruszający podstawowe sprawy bycia człowiekiem.

Tomasz Snopkiewicz

 

PS. Dotychczas nie byłem zmuszony korzystać z ofiarności służb, choć kilka lat temu było zdarzenie, że koleżanki i koledzy obserwowali mnie uważnie i byli gotowi pomóc przy wychodzeniu z jamy – to tyle o zostawianiu innych.

 

tekst zamieszczony na stronie: www.kktj.pl

 


Bardzo proszę o niepisanie w komentarzach na naszej stronie (nawet w formie porównań-przykładów) o tragedii innych ludzi wynikającej z burzy nad tatrami lub innym konkretnym tragicznym wydarzeniem. Oczywiście ogólne odwołanie się do zagadnienia (nie konkretnej sytuacji dotyczącej konkretnego człowieka lub grupy ludzi) jest możliwe. Zdecydowanie nie popieram jakiejkolwiek formy porównywania tragedii (która jest dla pewnej grupy ludzi – bezpośrednio dotkniętych danym zdarzeniem (poszkodowanych, ich rodzin, partnerów, znajomych) w zasadzie „końcem świata”).

Komentarze takie będą usuwane.

(Ten jeden komentarz nawiązujący do tego tematu zostanie, lecz następne już nie.)

Oczywiście komentarze odbiegające od ogólnie zaakceptowanej netykiety też będą usuwane.

Bardzo proszę o ograniczenie słów ogólnie przyjętych za wulgarne, lub obraźliwe.


Bardzo proszę o nie komentowanie tutaj akcji ratowniczej, opisywanie innych alternatywnych działań czy podobnych dywagacji.

Także proszę nie opiniować zasadności (lub jego braku) zgłoszenia do sądu.

Ten tekst nie dotyczy tych tematów – powstał w czasie pierwszych dni trwania akcji RATUNKOWEJ .

Miał na celu łączyć ludzi - uzmysłowić jak mogą komentarze kogoś ranić ... trudno by pod tym tekstem pozwoloić na rozpoczęcie raniącej kogoś innego dyskusji.

(Jak poprzednio ten pierwszy komentarz zostanie, lecz następne już nie.)

 

NA STRONIE ZOSTAŁO WŁĄCZONE  AKCEPTOWANIE - MODEROWANIE KOMENTARZY.

 

Print
10845
Tomasz Snopkiewicz

Tomasz SnopkiewiczTomasz Snopkiewicz

Other posts by Tomasz Snopkiewicz
Contact author

9 comments on article "Ratować czy nie ratować… oto jest pytanie?"

Katka

"Ktoś musi być głupim by chodzić po jaskiniach" to komentarz budzący oburzenie wśród grotołazów. A co z komentarzem nierzadko tych samych grotołazów "trzeba być głupim by chodzić po opuszczonych kopalniach"? Hmm?


Darek

Niestety po raz kolejny społeczeństwo udowadnia wybitną znajomość tematu i wszechobecne parcie na szkło. Są wyciągani ze wszystkich nomen-omen ..,, dziur" znawcy tematu. Wypowiada się każdy kogo dopadną ,, redaktorzy" tabloidów. Co gorsza.. obserwuję .. przejmowanie się tą paranoją kolegów z ,,branży". Pozwolę sobie zamknąć wypowiedź cytatem: ,,Takie widzi świata koło , jakie tępymi zakreśla oczy" .. tyle.


Gość

Nie mieszajcie narciarstwa wyciągowego w to ;)

Bo zgodnie z ustawą za zabezpieczenie medyczne terenów narciarskich płaci gestor tego terenu, więc pośrednio każdy kupujący bilet na wyciąg się ubezpiecza ;)


Kaiss

Wspaniały artykuł mówiący bardzo dużo o człowieczeństwie. Łatwo januszowac, gdy się siedzi w domu z puszka piwa przed tv, oceniając ludzi, którzy dla własnej pasji, rozwoju, ciekawości świata robią coś fantastycznego. O czym nam często się nie marzy, bo brakuje budżetu, pomysłu, chęci. Ale nikt nie krytykuje Pana X siedzącego przed tv i czekającego na operację za to, że czteropak browara lądował na stole co drugi dzień, suto okraszany tłustą kiełbasą, która tylko czeka na to zeby zatkac nasze żyły. Oczywiście to po czasie, więc wspomniany Janusz na swoją operację pracował dobrych kilka lat. A wsyzsystko to z naszych podatkow sie leczy. Proszę o nietraktowanie moich słów dosłownie. Ludzie mądrzy zrozumieją przesłanie. Nie jestem ekspertem od NFZ, ani speleologii. Szanujmy jednak, że każdy ma hobby, pasję. A przede wszystkim ktos, kto komukolwiek życzy zasypania piachem, niechże ten piach sam żre. Smacznego.


Bartek

Sam jestem ratownikiem i niesienie pomocy to dla mnie coś naturalnego. Jeśli chodzi o społeczeństwo to niestety wszyscy są negatywnie nastawieni do momentu aż to oni nie będą potrzebowali tej pomocy już nie wspominając o tym, że jeśli będą mieli za to zapłacić to będą oburzeni pomimo tego, że chwilę wcześniej głośno krzyczeli o tym aby akcje ratunkowe były płatne. Niestety internet robi swoje czyli ogłupia ludzi i tworzy wielu pseudo specjalistów. Jeśli chodzi o moje stanowisko w sprawie akcji ratunkowuch jestem za tym aby były płatne ale w momencie rażącego zaniedbania ze strony poszkodowanego lub nieuzasadnionego wezwania. Tak wiem będą dywagacje o tym kiedy jest rażące zaniedbanie i nieuzasadnione wezwanie. Jednak jeśli popatrzymy się na to zdroworozsądkowo tak powinno być. Dlaczego środki finansowe, które mogły by być spożytkowanie na wyposażenie, szkoleni, premie lub poprostu lepsza płacę mają być trwonione na " panienkę na szpileczkach w środku zimy na Morskim Oku". Jeśli chodzi o tą akcję oby zdążyli, trzymam za nich kciuki


Daniel

Niestety, wiele tu nieporozumień. Pytanie nie brzmi - CZY ratować, tylko - KTO powinien.

Na pewno jeżeli zaginieni mieli ubezpieczenie pokrywające takie akcje - ubezpieczyciel powinien pokryć koszt akcji, tu nie ma dyskusji.

Na pewno prywatni ludzie mogą pomóc - zaoferować pieniądze na akcję, użyczyć swój sprzęt, wolontariusze, którzy są doświadczonymi grotołazami mogą poświęcić swój czas i pomóc - i nikt nie może im mówić, czy "powinni" ratować, czy nie.

Problemem u nas jest to, że wiele służb jest państwowych - i nie są w stanie one pomóc wszystkim. Państwo ma ograniczony budżet. Państwowa służba zdrowia nie jest w stanie sponsorować wszystkich zabiegów ratujących życie nawet - jedynie te "tańsze". Ludzie, których mogą uratować jedynie drogie i "nierefundowane" operacje - umierają...

Jak teraz rozwiązać taki dylemat? Czy państwo powinno finansować akcję ratowniczą (jeżeli zaginieni nie ubezpieczyli się na wypadek tak drogiej akcji)? Co zrobić jeżeli akcja zostanie wyceniona na (rzucam liczbę jako start do dyskusji) 300 tysięcy złotych? Czy państwo ze specjalnego budżetu powinno takie pieniądze wydać? A jeżeli okaże się, że na "siepomaga.pl" czy innym portalu znajdą się dzieci śmiertelnie chore, którym potrzeba 100 tysięcy złotych na operację, która je uratuje? Zbierają, ponieważ państwo ich nie ratuje (mówiąc potocznie - "skazuje na smierć")... Skoro teraz jednak okaże się, że państwo ma "wolne" 300 tysięcy - dlaczego miałoby je wydać na akcję ratunkową dla 2 dorosłych ludzi (którzy znali ryzyko), a nie dla 3 dzieci, które w niczym do swojej choroby się nie przyczyniły? (zaznaczam - JEŻELI kalkulacja pokaże coś takiego)...

To sprowadza problem do fundamentalnego - KTO w państwie (dysponując budżetem) powinien decydować o tym, kogo ratować a komu pozwolić umrzeć? Czy to prezydent powinien podpisać "tak, wydajemy pieniądze na akcję ratunkową, ale dzieci chorych dalej nie ratujemy"? Powinniśmy zrobić referendum (czy pomagamy 26-letniemu Andrzejowi i 32-letniemu Przemysławowi, czy 18-miesięcznemu Krzysiowi i 5-letniej Basi)?

Takie rozważania to NIE UPADEK człowieczeństwa. To konieczność, kiedy mamy "wspólny" budżet i kiedy musimy wybrać, kogo ratować, a komu pozwolić umrzeć... A "niestety" rozwój osiągnął taki poziom, że mamy sprzęty i procedury tak kosztowne, że mogą one uratować życia które jeszcze kilkadziesiąt lat temu byłyby nie do uratowania... Tyle że nawet gdybyśmy wszyscy sprzedali wszystko co mamy i wszystkie pieniądze przeznaczyli na ratowanie życia innych - nie uratujemy wszystkich, bo będzie to wciąż zbyt drogie...


Artur

Szkoda czasu na czytanie komentarzy pod takimi wydarzeniami, zawsze beda takie same, zwlaszcza jesli wypadek wydarzy sie w trudno dostepnym miejscu gdzie nikt z komentujacych nigdy nie byl i nie bedzie. Nie oznacza to od razu upadku calego spoleczenstwa. Jest tylko wyrazem bólu dupy pewnych osob ktore tylko w taki sposob moga gdzies zaistniec publicznie i wyrazic swoje frustracje. Jesli jeszcze masz watpliwosci polecam cytat Stanisława Lema "Nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów, dopóki nie poznałem internetu." Poza tym Polacy nie ulegli ostatnio zadnej transformacji. Józef Piłsudski juz sto lat temu postawil nam diagnoze: “Naród wspaniały, tylko ludzie k...y”.


Talib

Tomku!!! A gdzie sa teraz ci hejterzy I atuorzy tych komentarzy po wczorajszej sytuacji pod Giewontem. Niech zastanowia sie ilu z naszego srodowiska zginelo bo pchali sie w jawne zalamanie pogody, burza na szczyt po selfii. Niech teraz sie wypowiedza jaki koszt ponosimy za kazdym razem gdy ratowani sa stonkowicze z Giewontu czy innych wysokich gor w Tatrach. Tak samo mozemy mowic “o debile ida z dziecmi w burze w gory bo przeciez przejdzie bokiem. A pozniej lament I zrzucanie odpowiedzialnosci na pogode. Bo nie maja rozumu. A o jakims przeszkoleniu wysokogorskim -> niewiedza co to takie go.


Joanna Żurek

Sądząc po wypowiedziach w sieci , Polacy to bez wyjątku kraj ekspertów, w zasadzie od wszystkiego. Wobec tego nie przejmowałabym się ich opiniami i zarzutami, a zwłaszcza zarzutem o głupotę płynącym z ust aż tak mądrych powszechekspertów i superwizorów. Jeśli spojrzeć głębiej owa niby głupota zaczyna z resztą nabierać cech odwrotnych: może jest zaszczytem, przywilejem, odwagą, pasją, poświęceniem. I nie ma raczej ścisłej korelacji z wykształceniem i tytułami naukowymi, ale z człowieczeństwem właśnie, z pragnieniem życia głębokiego, mocnego, wartościowego we własnych oczach czy też pożytecznego dla innych. Patrząc jednak z ukochanej zawsze wygodnej kanapy, trzeba się uderzyć w głowę, żeby być grotołazem zamiast grać na kompie w wolnym czasie, żeby być toprowcem zamiast statecznym urzędnikiem, żeby być anestezjologiem a nie osobistym doradcą stylu, itd. Więc dajmy spokój tym , którzy jaskiń i nie tylko jaskiń nie pojmują. Osobiście boli mnie coś innego. Poczucie, że i w samym środwisku grotołazów znajdą się tacy, którzy mogą zarzucać niekompetencję ratownikom. Czy są oni faktycznie mądrzejszymi ekspertami, bardziej doświadczonymiw praktyce ratowniczej, czy znają wszystkie realia i mają wszystkie dane aby porównać tu i teraz do wszystkich minionych wypadków w innych jaskiniach? Rozumiem ból i wewnętrzny sprzeciw wobec tragedii, które leżą u podstaw tej krytykującej postawy, ale czy jest ona tak bardzo różna od opinii ,, kanapowców" o grotołazach. Zamyka się to w slowach,, nie akceptuję a jednocześnie wiem lepiej". Dla uspokojenia serc i umysłów wypadałoby wszystkie te komentarze traktować jak zapis subiektywnych opinii i nie odbierać jako słusznej krytyki. Co jednak myśleć, jeśli sprawa nie ogranicza się do słów w sieci, dyskusji w klubie czy narad nad zmianami w speleoratownictwie polskim a zamiast tego ląduje twardym oskarżeniem na biurku prokuratora... Czasem głupota nie jest w cale głupotą, ale i wszelka mądrość nie zawsze jest wierna sobie. Taki urok człowieczeństwa.

Please login or register to post comments.

Please solve captcha
x