Kącik Literacki

Lot i kara

Jakub Nowak 0 43 Oceny artykułu: Brak ocen

Domyślając się tylko, o co może mu chodzić, podnoszę się, na czworakach podchodzę do krawędzi przewinięcia i z niedowierzaniem patrzę w dół.
- Co, on chce żebym tędy zszedł ? - pomyślałem - może rzeczywiście da się tam dalej.
Krzysiek wciąż do mnie macha, więc na czworakach zaczynam powoli iść wzdłuż krawędzi. Nie uszedłem metra, gdy kolejny podmuch, jakaś szatańska siła powaliła mnie razem z plecakiem. Po obrocie nagle znalazłem się za krawędzią. Przez ułamek sekundy udaje mi się utrzymać na rękach, ale w łapawicach, bez czekana i oparcia dla nóg NIE MAM SZANS. Jeszcze jeden podmuch i lecę !
Pierwszy obrót - nie wierzę !
Drugi obrót - nabieram prędkości, tracę kontrolę !!
Trzeci obrót - i tak jej nie miałem, wszystko mi jedno !!! Oczami wyobraźni widzę już siebie samego u podstawy jakiejś ściany...

Patagonia: Sen

(Ocean, Wyspa, Jaskinie)

Marek Mżyk 0 45 Oceny artykułu: Brak ocen

Czasami bywa tak, że intensywność zdarzeń przekształca naszą nieskromną chęć opisania rzeczywistości w zadanie ponad siły. To, co zaszło staje się niezrozumiałą materią, która trudno badać mając w ręku tak niedoskonałe narzędzia jak zmysły, intelekt język i pamięć. A jednak toczący się głaz wspomnienia wymusza ucieczkę przez jedną z możliwych bram doznawania. Może to sen, może jawa, może...

Do dziury

Pomocnik Admina 0 46 Oceny artykułu: Brak ocen

Organizacja wyjazdu o dziwo nie sprawiła nam wiele kłopotów. Zgodnie z planem pod otworem naszej wymarzonej jaskini znaleźliśmy się we wrześniu. Najlepszy czas na zmierzenie się ze słynnym molochem. Pogoda zdawała nam się sprzyjać. Po sprawnym załatwieniu formalności, miejscowi uprzejmie podprowadzili nas pod otwór i nie czekając specjalnie długo oddalili się na dół, do domu. My porzuceni nad piękną studnią wlotową zaczęliśmy się w skupieniu przebierać. Pierwszy zaczął zjeżdżać Artur. Poręczując szybko opróżniał pierwszy worek.
- Wolna ! - krzyknął z otchłani. Za nim pojechał Marcin i Krzysiek biorąc po dwa worki. Ja szedłem na końcu niecierpliwie goniąc kolegów.
- Ale studnia ! - krzyknąłem napalony.

RSS